Gdy w parę chwil załamuje się świat…

indeks

Ostatni mój wpis był tętniący życiem i radością, ten będzie zupełnie inny…

Od stycznia br. wiodłam w zasadzie dosyc spokojne życie, staż do marca zleciał szybko, między czasie często chorowałam, ale pracując w tym miejscu nawet mi to nie przeszkadzało, mimo wszystko byłam szczęśliwa. Gdy skończyłam staż można powiedziec, że odpoczywałam ucząc się do matury poprawkowej z matematyki, po maturze ostro zaczęłam szukac pracy, chodziłam na rozmowy, próbowałam do skutku, oczywiscie nie wyszło, ale będąc u koleżanki z liceum, spotkałam się z dziewczyną, która zaoferowałam mi pracę w miejscowej sali zabaw, ucieszyłam się okropnie, w końcu znowu to praca z dziecmi.
Pracowało się w porządku od końca maja do początku lipca, dlaczego tak krótko?
4 Lipca fatalnie się poczułam,w nocy dostałam wysokiej gorączki, nie wspominając o dusznościach, bólu i kłuciu  to w klatce piersiowej a to w sercu, ciężko było określic co się dzieje, następnego dnia pojechałam do rodzinnego lekarza, od razu nie spodobało jej się moje trzeszczenie przy oddechach i tętno 12o, od razu ekg tam też jakieś nieprawidłowości, więc skierowanie do szpitala, myślę okey mam dośc męki, niech mnie leczą. Izba przyjęc czekanie i pożal się Boże lekarz. Podano mi kroplówkę, pobrali krew, zrobili rtg płuc, tam natomiast jakiś cień 5 mm, lekarz nie przejęty zupełnie, przepisał mi antybiotyk i wypuścił do domu… Na drugi dzień czułam się jeszcze gorzej słabłam w oczach więc znowu izba przyjec, tam szczescie inna kompetentna lekarka od razu skierowanie do szpitala płucnego, tam szybko rtg płuc, badanie wywiad, lekarz stwierdza zapalenie płuc i ustala antybiotyk, zostaje na oddziale, gorączka wciąż się utrzymuje. Po 3 dniach antybiotyku zero poprawy było nawet gorzej, kolejne rtg płuc tam zmiany coraz większe, w wynikach posiewu i innych badaniach zero bakterii wszystko w porządku, lekarze zupełnie nie wiedzą co robic, a ja wciąż się męcze, po usg płuc okazało się na domiar złego, że mam wodę w płucach, następnie punkcja 3 razy, na moje nieszczęscie woda zaczęła mętniec, antybiotyki nadal nie działały, po ponad tygodniu zastosowali zmianę antybiotyków, między czasie też pewnego wieczoru fatalnie się poczułam, zaczęłam podwójnie widziec, praktycznie nic nie słyszałam, przyszła lekarka zdecydowała podajemy steryd. Po dwóch dniach gorączka opadała do około 37 w końcu zminimalizowali ketonal, ale antybiotyki wciąż były 3. Po 2 tyg goraczce czułam się naprawdę fatalnie, a tutaj dalej nie wiadomo co mi jest, bronchoskopia nic, tomograf płuc obraz niejednoznaczny, ja jednak wiedziałam że to coś poważnego, któregoś poranka na wizycie lekarz oznajmił mi, że niestety idzie Pani na chirurgie, będzie pobranie wycinka przez wideoterakoskopie, mówie dobrze zgadzam się na wszystko, ale chcę już wiedziec co się święci. Nadszedł dzień operacji, nie bałam się w zasadzie, przecież będę spała, zabieg jakoś przeżyłam, najgorszy był  drenaż, w zasadzie w pierwsze dni nie mogłam wstac przez te butle… No nic po 2 dniach zdjęli dren, rana po cięciu wiadomo dodatkowy ból, ale nikt mnie nie będzie trzymał na oddziale chirurgi, przecież na wynik biopsji czeka się minimum tydzień. Wypisali mnie do domu, z górą leków przeciwbólowych i antybiotyku tak kolejnym antybiotyku… W domu nie czułam się dobrze, po jakimś czasie strasznie bolało mnie gardło miałam mnóstwo krost, obolały język, pozniej wszystko uderzyło na oczy, ogromnie mnie bolały i strasznie były zapuchnięte, jezdziłam po pogotowiach każdy mówił, że alergia a tu nic nie przechodziło. Czekałam tylko na wynik biopsji, wiedziałam, że to wszystko nie dzieje się bez powodu, miałam już dośc. Wyniki biopsji były dopiero po 2 tygodniach, co tam zobaczyłam…
Dostając papierek zaczęłam wyc,wyc na cały szpital bo właśnie tego się bałam, diagnoza : Ziarniniakowatośc Wegenera  ( zabójcze zapalenie naczyń ) zajęte płuca i jak się pozniej okazało oczy. Zaraz z tym papierkiem poleciałam do lekarza on pierwsze co powiedział jak mnie zobaczył było słowo :” biedna” pomyślałam Jezu aż tak zle wygladam, widocznie tak bylo przeciez przez zapuchniete i czerwone oczy nic nie  widziałam… Lekarz poinformował mnie, że fakt to bardzo ciężka i przewlekła choroba ( na całe życie) zle sie tego sluchalo myslac ze ja przeciez mam dopiero 20 lat, przepisał leki chemie i sterydy, wybrałam leczenie w domu.

Aktualnie leki biorę już koło tygodnia, opuchnięcie oczu trochę się zmniejszyło jednak na prawej powiece mam guza, okulista twierdzi, że to skutki choroby, żebym póki co leczyła chorobę podstawową wiec tak robie. Za tydzień mam wizytę u mojego lekarza prowadzącego i pewnie znowu podstawowe badania, zobaczymy co będzie, bardzo się boję, boję się wszystkiego powikłań, choroby, tego, że byc może już nigdy nie będę miała dzidziusia, tego, że nie będę potrafiła normalnie życ. Miałam tyle marzeń, jednym z nich było właśnie dziecko, z chłopakiem, którego kocham nad życie, który był przy mnie i jest w każdej minucie wspiera mnie i mówi, że zrobi wszystko, żeby mnie wyleczyc, bardzo chciałabym byc zdrowa, zdrowa i szczęśliwa, życie jednak napisało mi inny scenariusz, dlatego muszę byc silna i dac rade, chocby dla niego i dla rodziny. Wkrótce znów napisze, może więcej o chorobie i o paskudnych rokowaniach…Przepraszam za każdy błąd we wpisie, trzymajcie proszę za mnie kciuki, a teraz i tak wszystko w rękach Boga, niech da mi siły…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Gdy w parę chwil załamuje się świat…

  1. ~lai pisze:

    Trzymaj się mocno i bądź dzielna, bo masz dla kogożyć.
    Buziaki!

  2. dyta268 pisze:

    Głowa do góry,będzie lepiej, musi być lepiej :) Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>